
THE O STUDIO STORIES
WRZESIEŃ 2026
Nowy cykl THE O STUDIO STORIES. Rozmowy z kobietami, które współtworzą świat mody. O ich drodze, codzienności, wyborach i wszystkim, co dzieje się pomiędzy.
Poznajcie Dorotę Kozieradzką – artystkę, której twórczość wyrasta z uważnej obserwacji, intuicji i osobistego spojrzenia na świat.
Spotkałyśmy się, aby porozmawiać o sztuce, procesie twórczym, inspiracjach i drodze, która z czasem pozwala coraz lepiej rozumieć siebie.
Dlatego kontynuujemy cykl rozmów z kobietami, które inspirują nas swoją pracą, wrażliwością i sposobem, w jaki widzą rzeczywistość.
Na nasze spotkanie Dorota wybrała brązowy garnitur Flavia.
Gdy patrzysz na swoją drogę artystyczną z perspektywy czasu, który moment najbardziej Cię ukształtował?
Takich momentów zazwyczaj kilka i tak było u mnie. Na pewno studia na Akademii. W tym czasie człowiek jest niezwykle chłonny i otwarty, poznałam wtedy mojego męża i nawiązałam przyjaźnie, które trwają do dziś. Nie da się też pominąć wpływu autorytetów. Studiowałam u Jarosława Modzelewskiego i Grzegorza Kowalskiego, nie da się pominąć ich wpływu na moją wczesną twórczość.
Później krokami milowymi były stypendia, Młoda Polska w 2009 roku dała mi możliwość realizacji kolektywnego projektu „Fontainebleau” w CSW. Dostaliśmy wtedy z ministerstwa 40.000 pln na produkcję prac, w tamtych czasach to była ogromna kasa, szczególnie dla młodych osób nie posiadających jeszcze żadnego kapitału – to była niepowtarzalna szansa na rozwinięcie skrzydeł.
Jednak prawdziwym punktem zwrotnym okazało się macierzyństwo. Kiedy zostałam mamą moja przestrzeń na robienie sztuki dramatycznie się skurczyła. Włączył mi się wtedy mechanizm obronny. Wiedziałam, że nie mogę przestać tworzyć, ale żeby było to możliwe musiałam całkowicie przeformułować system pracy. Jednocześnie sztuka stała się dla mnie narzędziem krytycznym, zaczęłam sięgać po nowe media, w których mogłam wypowiedzieć się bardziej reaktywnie, poprzez manifest, a nie poprzez mozolny proces jak dotychczas.
Największy przełom to rok 2019. Podjęłam wtedy drugie studia w Szkole Filmowej w Łodzi, jednocześnie zaczęłam pracować na warszawskiej ASP jako wykładowczyni i dostałam się do programu stypendialnego Fundacji Rodziny Staraków – dzięki czemu mogłam z rozmachem zrealizować wymarzony projekt „Olympic Charmer” podejmujący temat kobiecego multitaskingu.
Jak wygląda Twój idealny dzień pracy – taki, w którym czujesz, że naprawdę jesteś w swoim świecie?
Będąc kobietą uprawiającą ekstremalny multitasking nauczyłam się funkcjonować w tym trybie „pomiędzy”. Przywykłam pracować koncepcyjnie w samochodzie, w autobusie, robiąc zakupy, czy sprzątając. Bardzo staranie wszystko planuję zanim przejdę do realizacji. Do pracowni przychodzę z dopracowaną koncepcją pracować już z konkretnym materiałem.
Idealnie byłoby czasem usiąść na 8 godzin bez rozpraszaczy, kompletnie się wyłączyć i w pełni oddać pracy twórczej.
Jak zmieniło się Twoje spojrzenie na sztukę przez lata pracy twórczej?
Przez lata pracy twórczej obserwowałam, jak zmienia się sztuka, w jaki sposób jej język rezonuje ze współczesnością. Zjawiska w sztuce są adekwatne do przemian społecznych jednocześnie będąc dla nich krzywym zwierciadłem.
Co dziś najbardziej interesuje Cię w procesie tworzenia?
Myślę, że szukanie właściwego balansu. Proces powstawania dzieła sztuki jest szalenie złożony. Bycie wykładowczynią wymusiło na mnie pytanie jak uczyć sztuki i czy w ogóle da się jej nauczyć. Teoretycznie jest na to przepis, ale każde najmniejsze zachwianie proporcji komponentów może skończyć się niepowodzeniem. Tak jak w kulinariach właśnie proporcje są najważniejsze. Stosunek treści do formy, balans między tym co osobiste, a uniwersalne, relacja między tym co zaplanowane, a intuicyjne. Finalnie wszystko to wpływa na siłę przekazu. Proces twórczy nie kończy się w pracowni, on kończy się dopiero w chwili spotkania z odbiorcami, bo dopiero wtedy wiesz, że to działa.
Kim jest dziś Dorota – czego nie wiedziała o sobie, kiedy zaczynała swoją artystyczną drogę?
Kiedy była na studiach chciałam być malarzem, nie malarką. Chciałam być traktowana na równi z facetami. Dziś wiem, że nie tędy droga. Nie potrzebne mi uznanie na takich zasadach. Nauczyłam się doceniać to, że jestem kobietą i chcę się wyrażać jako kobieta.


